Od legalności oprogramowania w firmach do legalności czcionek komputerowych

06.08.2008, Krzysztof Jarosiński

Na wielu forach internetowych, blogach dość ostro atakuje się wielkie koncerny, np. software’owe, muzyczne, czy wydawnicze, a także organizacje, które działają w ich interesie, przede wszystkim za ich partykularyzm i krótkowzroczność działań. Aktualnie jesteśmy świadkami kolejnej dyskusji na temat zmian w polskim prawie autorskim, w której usłyszymy pewnie nie raz z ust przedstawicieli ww. podmiotów, iż konieczne jest maksymalne zaostrzenie przepisów. Jedną z takich krytykowanych organizacji jest Business Software Alliance (BSA) [Organizacja  Producentów Oprogramowania Biznesowego]. Tym razem jednak nie o tym będzie mowa.

BSA, zgodnie z informacjami zamieszczonymi na swojej stronie internetowej, prowadzi działania, których celem jest “promocja bezpiecznego i zgodnego z prawem  korzystania z  oprogramowania”. Niezależnie od tego, jak ocenia się działania BSA, warto zwrócić uwagę, że na stronie internetowej tej organizacji przedsiębiorcy mogą znaleźć kilka dokumentów, które mogą w jakiejś mierze okazać się dla nich przydatne.

Zwłaszcza tym przedsiębiorcom, którzy zamierzają dopiero rozpocząć działania na rzecz “zaprowadzenia porządku” w sferze oprogramowania, polecam lekturę następujących opracowań:
- “Dlaczego licencjonowanie jest ważne?”;
- “Przewodnik po zarządzaniu oprogramowaniem”;
a także treść porozumienia z pracownikiem w zakresie korzystania przez tego ostatniego z oprogramowania.

Aczkolwiek co do tego ostatniego opracowania (treść porozumienia z pracownikiem) mam wątpliwość, czy nie lepiej byłoby wprowadzić odpowiednie zapisy do umowy o pracę, czy też do regulaminu pracy - np. obowiązki dotyczące komputerów i oprogramowania.

Jeśli po lekturze wyżej wymienionych dokumentów pojawią się jakieś wątpliwości natury prawnej, czy technicznej, zawsze możecie je skonsultować odpowiednio z prawnikiem lub audytorem oprogramowania. Nie ulega jednak wątpliwości, że im więcej się wie o zasadach legalnego korzystania z oprogramowania tym lepiej, gdyż odpowiedzialność za ewentualne naruszenia praw autorskich może słono kosztować. Powoływanie się na niewiedzę też niewiele pomoże (przedsiębiorca jako profesjonalista tym bardziej powinien albo tę wiedzę posiadać albo o ile miał wątpliwości, powinien był je wyjaśnić z prawnikiem).

Z ciekawszych fragmentów dokumentów zamieszczonych na stronie BSA, ściślej z dokumentu - “Dlaczego licencjonowanie jest ważne?”, polecam ten, który został poświęcony licencjom na czcionki. Z pewnością nie jest to najistotniejsza część wspomnianego wyżej dokumentu, ale z pewnością dla wielu będzie to sporym zaskoczeniem, że na określone typy czcionek trzeba mieć licencję (albo zapewnić sobie przeniesienie autorskich praw majatkowych na podstawie pisemnej umowy z uprawnionym, np. twórcą danego typu czcionki komputerowej, chyba że korzysta się z czcionek na otwartych licencjach, dopuszczających komercyjne użycie). Zatem dobrze się stało, że BSA wspomniała o tej kwestii.

Niewielu przedsiębiorców uświadamia sobie, że czcionki komputerowe, jakimi się posługują stanowią przedmiot prawa autorskiego (wierzcie mi, że nawet w branży wydawniczej, nie wspominając o firmach zajmujących się grafiką komputerową, zdarzają się takie przypadki). Tymczasem ustalony krój czcionki jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego. Zatem zawsze należy zadać sobie pytanie, czy przedsiębiorca ma licencję na korzystanie z danego kroju czcionki, czy jeśli już jest licencja, to czy na użycie komercyjne, jeśli tak, to czy na wszystkie stanowiska i tak dalej.

W chwili obecnej sprawa czcionek komputerowych nabrała o tyle większego znaczenia, że stanowią one w istocie software, który podlega ochronie tak, jak każdy inny program komputerowy. Tymczasem programy komputerowe, choć traktowane jak utwory w rozumieniu prawa autorskiego, podlegają ochronie w szerszym zakresie niż inne utwory. Czasami mówi się wręcz o swoistej ochronie prawnoautorskiej programów. Do tego wszystkiego dochodzi dodatkowy aspekt. Jeśli czcionki komputerowe to software, to ochrona czcionek jest objęta działaniami takich organizacji, jak chociażby wspomniana BSA.

Ewentualne naruszenie praw twórcy danego typu czcionki, bądź podmiotu, który nabył od niego prawa, może odbić się dotkliwie na naruszycielu. Przed ewentualną odpowiedzialnością nie ucieknie nawet duża firma. Przykładem może być sprawa firmy Blizzard Entertainment, która stworzyła m.in. grę World of Warcraft. Według źródeł chińskich (wydanie internetowe China Daily - chinadaily.com) została ona pozwana przez Beijing Founder Electronics Co Ltd. na kwotę ok. 100 milionów yuanów za naruszenie praw do czcionek komputerowych. Jest to najwyższa w historii chińskiego sądownictwa kwota odszkodowania z tytułu naruszenia praw autorskich.
Nie przesądzając o wyniku sprawy, samo zaangażowanie się w proces, w którym wartość przedmiotu sporu jest tak znaczna, dla większości polskich firm software’owych oznaczałoby bankructwo.

Powyższa informacja jest o tyle ciekawa, że zgodnie z doniesieniami China Daily, sprawa przeciwko Blizzard Entertainment jest jedną z wielu, jakie chińskie firmy wytoczyły firmom amerykańskim o naruszenie praw własności intelektualnej.

Jeśli firmom amerykańskim, nawet tym największym, naruszenia praw własności intelektualnej nie uchodzą ?na sucho”, to polskie firmy, które dysponują znacznie mniejszymi budżetami tym bardziej powinny się mieć na baczności i pilnować kwestii przestrzegania przepisów prawa autorskiego.

Źródło informacji o złożeniu pozwu przeciwko Blizzard Entertainment: http://chinadaily.com.cn/bizchina/2007-08/15/content_6027819.htm.

Opublikowane w Prawa autorskie

Skomentuj

Uwaga: Komentarze są moderowane. Twój komentarz pojawi się po autoryzacji.