Pod pierwszym postem poświęconym problematyce umów wdrożeniowych Piotr zamieścił komentarz, w którym stwierdził, że jego zdaniem optymalnym rozwiązaniem przy wdrożeniu jest bazowanie na dwóch umowach, z których pierwsza określa parametry produktu, natomiast druga umowa ma charakter wykonawczy względem pierwszej. W mojej opinii, zwłaszcza przy większych wdrożeniach, lepiej jest dokonać głębszego podziału i opracować kilka odrębnych umów. Dlaczego? Ponieważ pewne obszary, które trzeba koniecznie uregulować przed wdrożeniem, podlegają odrębnym przepisom i naprawdę trudno jest stosować w praktyce umowę, która reguluje te wszystkie zagadnienia (przy dużym wdrożeniu mamy tzw. umowę mieszaną, która może liczyć kilkadziesiąt stron plus drugie tyle albo zazwyczaj znacznie więcej specyfikacji technicznej). Może to sprawić naprawdę niemały problem, jeśli zamawiający i wykonawca wejdą w spór tylko co do niektórych obszarów związanych z realizowanym wdrożeniem, natomiast nie będą chcieli specjalnie wycofywać się z wdrożenia jako takiego, a już w szczególności w tych obszarach, gdzie, np. wykonawca wywiązuje się ze swoich zobowiązań.

I. Specyfikacja techniczna

Tak, jak wspomniałem w pierwszym poście, prace nad umową (a w praktyce: umowami) powinny rozpocząć się od opracowania specyfikacji technicznej, czyli dokumentu, który możliwie szczegółowo określać będzie parametry techniczne wdrażanego oprogramowania.

II. Umowa, do której stosuje się przepisy o umowie o dzieło

Zarówno w sytuacji, gdy program komputerowy już istnieje albo dopiero ma zostać stworzony przez wykonawcę, warto postanowienia umowne określające prawa i obowiązki wykonawcy i zamawiającego w tym zakresie zamieścić w odrębnej umowie. W zakresie w niej nieuregulowanym stosować się będzie w stosunkach między wykonawcą a zamawiającym w pierwszej kolejności przepisy Kodeksu cywilnego o umowie o dzieło.

Warto tu pamiętać o pewnej dobrej praktyce, o której pisałem wcześniej, że umowę o stworzenie programu komputerowego  albo umowę o stworzenie programu i jego zaimplementowanie w przedsiębiorstwie zamawiającego, opracowuje prawnik w oparciu o a) specyfikację techniczną i b) bieżące konsultacje z osobą odpowiedzialną za sprawy IT u zamawiającego (z praktyki wynika, że wykonawcy zazwyczaj mają gotowe wzorce umów, a poza tym ich sytuacja prawna jest o wiele korzystniejsza i nie do końca w ich interesie jest zabiegać o szczegółowe zapisy takiej umowy).

To, na co warto w takiej umowie zwrócić uwagę, to odpowiednie zdefiniowanie produktów odbieranych w kolejnych fazach wdrożenia, o ile jest to bardziej złożone wdrożenie oraz dokładne określenie przebiegu odbiorów, osób uprawnionych do ich dokonywania etc. Tu po raz kolejny podkreślam, że nie jest w interesie żadnej ze stron – zamawiającego, czy wykonawcy, jeśli postanowienia umowy ?wdrożeniowej’ (tej, do której stosujemy przepisy umowy o dzieło) ?rozjeżdżają” się z postanowieniami, czy terminologią specyfikacji technicznej. W razie sporu po kilku miesiącach od rozpoczęcia wdrożenia albo po kilku latach, nagroda dla tego, kto ustali, na ile każda ze stron wywiązała się swoich zobowiązań i jakie roszczenia może zgłaszać każda ze stron.

Z istotniejszych kwestii, polecam każdorazowo zastanowić się, tworząc taką umowę, w jaki sposób uregulować odstąpienie stron od umowy. Co do zasady stosujemy do takiej umowy przepisy o umowie o dzieło, które nie przewidują możliwości jej rozwiązania za wypowiedzeniem, lecz odstąpienie. Istotą zaś odstąpienia jest to, że „strona, która odstępuje od umowy wzajemnej, obowiązana jest zwrócić drugiej stronie wszystko, co otrzymała od niej na mocy umowy; może żądać nie tylko zwrotu tego, co świadczyła, lecz również naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania”.

 

Pomijając kwestię odszkodowania warto więc zawsze odpowiednio uregulować w umowie prawa i obowiązki stron na okoliczność skorzystania przez jedną ze stron z uprawnienia do odstąpienia od umowy. Jest to w interesie wykonawcy, bo przecież zgodnie z przepisami może odebrać on wykonaną część oprogramowania, a to się ma nijak do specyfiki wdrożenia i dlatego powinien on odpowiednio zadbać o swoje interesy na wypadek odstąpienia przez jedną ze stron od umowy poprzez wskazanie, czego będzie miał prawo domagać się od zamawiającego w razie takiej sytuacji (oczywiście manewrujemy tu tak, aby pozostać w zgodzie z przepisami Kodeksu cywilnego). Z drugiej strony, także zamawiający ma istotny interes w tym, aby odpowiednio uregulować swoje uprawnienia na okoliczność takiego zdarzenia. Otrzymanie bowiem z powrotem zapłaconej części wynagrodzenia, uwzględniając niekiedy lata poświęcone na wdrożenie aplikacji, w tym zaangażowanie pracowników jego przedsiębiorstwa w proces wdrożenia, niejednokrotnie także zakupy towarów i usług powiązane z wdrażaną, konkretną aplikacją powodują, że być może korzystniejszym rozwiązaniem jest takie ograniczenie prawa odstąpienia (nie wyłączenie!) w umowie, żeby maksymalnie ograniczyć możliwość jego wystąpienia w praktyce.

Myślę, że starczy lektury, jak na ten post. W jednym z kolejnych omówię pozostałe umowy składające się na tzw. ?umowę wdrożeniową’.