Kaganiec na pysk

2009-05-28 Komentarzy: 5

Ujawnienie przez ?Dziennik” tożsamości Kataryny stało się przyczynkiem do przynudnawej dyskusji na temat granic wolności wypowiedzi, wolności prasy, praw dziennikarzy i itd., które przeciętnego zjadacza chleba interesują mniej więcej tyle, co zeszłoroczny śnieg. Przez media przytoczyła się fala krytyki wymierzonej albo w blogerów, którzy bez “dziennikarzy klasycznych” nic nie mogą albo w “dziennikarzy klasycznych” którzy boją się blogerów, użytkowników forów internetowych, którzy za nic mają wszystko i wszystkich a i wszyscy i wszytko ma ich za niewiele i wreszcie w poziom dyskusji prowadzonych w internecie. Słowem mieliśmy kilka dni jeżdżenia na koniku, który nazywa się polskie społeczeństwo.

Najbardziej przeraziły mnie lamenty nad poziomem komentarzy w serwisach internetowych. Przeraziły dlatego, że skoro komentatorzy naszego życia społecznego, których w różnych konfiguracjach, ale zawsze złożonych z elementów zbioru dawno zamkniętego, można posłuchać, pooglądać i poczytać od rana do wieczora w mainstreamowych mediach, zauważyli ?problem”, to znaczy że ktoś – na pewno oni – czyta te komentarze (jeżeli także dziennikarze mediów publicznych, to mam nadzieję, że nie w godzinach pracy).

Skoro jest problem, to trzeba go rozwiązać. Nadarza się ku temu idealna okazja. Parlament europejski podejmie prace nad pakietem dyrektyw telekomunikacyjnych tuż po wyborach, więc może należy rozwinąć wątek “pakietowania internetu”. Może warto przebadać polskie społeczeństwo pod kątem skłonności do wypisywania debilizmów, a tym o skłonnościach najsilniejszych odebrać prawo do korzystania z forów internetowych. To na pewno poskutkuje. Albo prościej, jeżeli twoja wypowiedź nie stanowi zdania wielokrotnie złożonego w szczegółach odnoszącego się do treści komentowanego artykułu i do tego nie otwiera nowych pól dyskusji – ban, ban na wszystkie fora, blogi, serwisy. Nie umiesz się bawić, spadaj!

Oczywiście trzeba powiedzieć, że permanentne obrażanie, wyszydzanie, wykpiwanie bez powodu, bezpodstawne oskarżanie i szykanowanie narusza czyjeś dobra osobiste. I co z tego, że narusza, czy to jest problem dla tzw. społeczeństwa? Czy to jest problem, stanowiący jakąkolwiek przesłankę do dyskusji nad granicami wolności słowa, nad kondycją polskiego internetu, nad stanem naszego tzw. społeczeństwa? W mojej subiektywnej i bezkrytycznej opinii granicę wolności słowa dla osoby wypisującej bzdury, stawia prawo – wymiar sprawiedliwości uruchomiony przez osobę, której dobra naruszono. Jak się ktoś lubi procesować, to niech pozywa każdego gimnazjalistę, że wypisuje, że jest z metra cięty, że kartofel albo że lubi wypić za dużo i w dziwnym towarzystwie. Albo niech zażąda od serwisu uniemożliwienia dostępu do bezprawnego – bo naruszającego dobra osobiste komentarza, tylko niech ta bezprawność będzie uwiarygodniona, a jak nie, to do sądu z serwisem. Chyba, że zamieszczenie danych treści stanowi przestępstwo – wtedy niech problemem zajmują się organa ścigania. Jak się komuś wydaje, że jego prawa zostały naruszone przez osobę anonimową, to niech na drodze postępowania sądowego zażąda od państwa ustalenia tożsamości i do sądu. A jak się ktoś czuje tylko urażony, pomówiony pokrzywdzony i tylko się czuje, to żadne granice wolności słowa naruszone nie zostały, bo ten rzekomo pomówiony sam je właśnie przesunął. Jak nie chcę, żeby mój pies szczekał, to mu na pysk zakładam kaganiec, bo mam takie prawo, a jak mu kagańca nie nałożę, to nie mogę mieć pretensji, że szczeka.

A co do pani Kataryny, to ja mam taki jakiś dziwny zwyczaj, że jak coś piszę to się podpisuję.

Marcin Błaszyk

Komentarze:

  1. marcin

    oj Panowie zalatują totalniactwem. Parlament Europejski na pewno przychyli nam nieba. Oj na pewno, szczególnie, że w większości (90%) to sami socjaliści. Więc możemy spać spokojnie, a jak się obudzimy, to już w obroży i na smyczy. Pozdrawiam młodych naiwnych prawników.

  2. jakub_stempski

    Zwykle was chłopaki tylko czytam, ale teraz Marcinie trochę pojechałeś, po kolei:
    “Ujawnienie przez ?Dziennik? tożsamości Kataryny stało się przyczynkiem do przynudnawej dyskusji na temat granic wolności wypowiedzi, wolności prasy (…)”

    Dyskusja była długa, może za długa, ale na pewno nie przynudnawa. Wszak problemem są granice wolności słowa, jednego z podstawowych praw i dobrze się stało, że ta dyskusja miała miejsce. Wydźwięk dyskusji jest taki, że istnienie blogosfery przebiło się do szerszej świadomości społecznej. Że jest miejsce i są ludzie, którzy zabierają głos publicznie i niekoniecznie są dziennikarzami, co do których rzetelności i obiektywizmu można mieć zastrzeżenia.

    “Przez media przytoczyła się fala krytyki wymierzonej albo w blogerów, którzy bez ?dziennikarzy klasycznych? nic nie mogą albo w ?dziennikarzy klasycznych? którzy boją się blogerów”.

    Zdecydowanie bardziej krytycznie odniesiono się do Dziennika. Zwracam też uwagę, że Dziennik czepił się najpierw blogerów, dopiero potem gdy zorientowali się, że popełnili błąd, zmienili akcent na internautów en masse i apel o walkę z trollowaniem.

    “to znaczy że ktoś – na pewno oni – czyta te komentarze” – Tu się pojawia problem, bo Dziennikarze raz zajrzawszy na onet, uznali,że cała blogosfera plus fora to jeden ściek i tak należy to traktować.

    “Czy to jest problem, stanowiący jakąkolwiek przesłankę do dyskusji nad granicami wolności słowa, nad kondycją polskiego internetu, nad stanem naszego tzw. społeczeństwa”- Jasne, że jest zawsze warto dyskutować. Faktem niezbitym jest, że mendy internetowe są, forum onetowego się nie czyta. Dyskusja sprzyja świadomości, że w internecie są też w wartościowe miejsca. Niestety mainstreamowe media utrwalają obraz internautów jako zbiorowiska frustratów i chamów.

    “A co do pani Kataryny, to ja mam taki jakiś dziwny zwyczaj, że jak coś piszę to się podpisuję.” – pani Katarzyny, bo to już wiedza publiczna :) A co do pisania pod pseudonimem, to każdy ma prawo do tego i nic nikomu do tego. Kataryna nie pisała bloga celem wypromowania sibie lub swojej fundacji, więc to jej brocha jak się podpisuje.

    Mam wrażenie, że przeszkadza Ci, że temat się w ogóle pojawił, czego te
    ludziska się podniecają sprawą, która się wydaje oczywista. No cóż jak widać dla społeczeństwa nie jest oczywista i problem granic wolnego słowa istnieje.

    Pozdrawiam

    p.s.Zajrzyjcie na polityczni.pl była dyskusja dobra, Vagla dobrze gadał, buca Michalskiego po prostu zjechali, i dobrze.

  3. marcin

    niech żyje Związem Socjalistycznych Republik Europejskich, niech żyje aktyw prawniczy nowej europy, niech żyje…niech żyje

  4. Marcin Błaszyk [Autor]

    Jako młody, naiwny prawnik staram się wierzyć, że żyję w demokratycznym państwie prawa, w którym niezawisłe sądy decydują o tym, czy granice wolności wypowiedzi, także dziennikarskiej, zostały przekroczone. Obok wolności słowa, także prawo do sprawiedliwego sądu jest jednym z podstawowych praw gwarantowanych przez Konstytucję. Tak więc jeżeli ktoś swoją publiczną wypowiedzią narusza moje dobra osobiste, to mam prawo dochodzić ich ochrony przed sądem. Jeżeli nie korzystam z tego prawa, sam wyznaczam granice czyjejś wolności. Stąd moja niechęć dla dyskusji na temat wolności słowa w Internecie. Tutaj nie bardzo jest o czym dyskutować. Internet daje nieograniczoną swobodę wypowiedzi i na szczęście w warunkach europejskich (to dzięki tym socjalistom) nie można wdrożyć żadnych skutecznych mechanizmów, które pozwalałyby na ograniczenie tej swobody, poza oczywiście kontrolą niezawisłych sądów, które muszą rozstrzygać konflikty dworkinowskich zasad, bowiem do tego zostały powołane.

  5. marcin

    demokratycznym państwie prawa – to oksymoron, nie może być państwa jednocześnie demokratycznego i prawa!!!

    przecież większość zdrowych psychicznie ludzi w tym kraju, nie oglądających telewizji wie, że Polskie sądy sprawiedliwe nie są, a na pewno nie są obiektywne – to ci dopiero

    swoboda, to nie wolność – swobodę przecież lansuje WŁAŚNIE demokracja

    dzięki tym socjalistom?? jeśli ktoś może zakazać wdrożenia, to i może go wdrożyć – czy nie taka jest zasada prawna? kto ma prawo zakazać, ma prawo zezwolić. Kwestia, kiedy będzie to wygodne :) dla totalniaków.

    TU DWAJ PANOWIE PRAWNICY NA WYNAJEM UJAWNILI SWOJE TOTALITARNE, LEWICOWE POGLĄDY (prawicowe też), bo cholera wie, co jest teraz jakie – ale TOTALNIACKIE na pewno.

Skomentuj