Wszystkich zainteresowanych uzyskaniem odpowiedzi na tytułowe pytanie odsyłam do dzisiejszego wydania ?Rzeczpospolitej”, a dokładniej do treści artykułu p. Jakuba Chwalby, pt.: ?Pobieranie filmów i muzyki to nie kradzież”, który stanowi kontynuację ożywionej w ostatnim czasie dyskusji  na temat dozwolonego użytku utworów, zwłaszcza w aspekcie sieci p2p.

Dyskusję wywołał jakiś czas temu artykuł p. Sławomira Wikariaka (?Ściąganie MP3 bez kary”), w którym autor wyraził pogląd, iż ?(…) polskie prawo pozwala na pobieranie plików z sieci i nie grozi za to odpowiedzialność ani cywilna, ani tym bardziej karna”, zastrzegając, że korzystający z programu do wymiany plików nie rozpowszechnia jednocześnie pobieranych plików. Artykuł uzupełniała wypowiedź dr Katarzyny Lasoty, która potwierdziła, że ?osoba ściągająca z Internetu plik z muzyką, czy filmem dla własnego użytku nie łamie prawa”. [?Rzeczpospolita, 21 lipca 2008 r.].

W odpowiedzi na wspomnianą publikację ukazał się polemiczny artykuł p. Oskara Tułodzieckiego, zatytułowany ?Ściąganie filmów to piractwo, a piractwo to kradzież”, w którym autor stanął na stanowisku, zgodnie z którym ?(…) ściąganie bez zgody twórcy plików zawierających utwory chronione prawem autorskim nie mieści się w zakresie dozwolonego użytku osobistego”. [„Rzeczpospolita”, 7 sierpnia 2008 r.].

Ta publikacja spotkała się z natychmiastowym odzewem wśród osób zainteresowanych problematyką prawnoautorską. Odsyłam zwłaszcza do wypowiedzi Piotra Waglowskiego oraz komentarzy zamieszczonym pod jego tekstem na VaGla.pl.

Dzisiejszy artykuł p. Jakuba Chwalby wpisuje się w dyskusję jako kolejny głos za legalnością – co do zasady – pobierania rozpowszechnionych utworów w sieci [dozwolony użytek].

Autor zwraca jednak uwagę, co ma kluczowe znaczenie dla użytkowników Internetu, że ?(…) z zakresu dozwolonego użytku wyłączone są programy komputerowe (…) oraz elektroniczne bazy danych w niektórych przypadkach”.

Zamiast podsumowania zachęcam do zapoznania się z pełną treścią przytoczonych artykułów.