Na konferencji IPGH na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu wysłuchałem z zaciekawieniem i zdziwieniem prezentacji przedstawiciela Plagiat.pl sp. z o.o. O serwisie Plagiat.pl, który weryfikuje między innymi prace dyplomowe studentów pod kątem występowania w nich niedozwolonych zapożyczeń słyszałem kilka lat temu i raczej bezkrytycznie przyjąłem, że jest to całkiem dobre rozwiązanie, które eliminuje możliwość oszustwa przy tworzeniu prac dyplomowych. Potem o tym temacie zapomniałem. Cóż, muszę przyznać, że się myliłem. Bardzo się myliłem.

Uczelni to wina, Plagiatu.pl, może moja…?

W piątek dowiedziałem się jak ten serwis działa. Otóż, jeżeli wierzyć autorowi prezentacji, porównuje on tekst utworu, jakim jest ta przykładowa praca dyplomowa, z utworami znajdującymi się w trzech niezależnych bazach danych. Pierwszy rodzaj baz danych, to bazy prowadzone przez uczelnie. Znajdują się w nich prace dyplomowe ich studentów. I w tym miejscu pojawia się moja pierwsza wątpliwość. Dlaczego uczelnia umieszcza moją pracę magisterską (zdarzyło się, że jedną taką w życiu napisałem) w swojej bazie danych? Dlaczego udostępnia te bazę danych komukolwiek, kto z operacji wykonywanych przy wykorzystaniu zgromadzonych danych czerpie korzyści majątkowe (w tym miejscu zaznaczam, że pisanie w pierwszej osobie stanowi jedynie zabieg stylistyczny, bowiem moja alma mater, z serwisu plagiat.pl nie korzysta). Przecież serwis Plagiat.pl pro publico bono nie działa, choć takie wrażenie usiłował stworzyć jego przedstawiciel. Skoro ktoś wykorzystuje utwór, którego jestem autorem to winien to czynić zgodnie z ustawą bądź na podstawie licencji (zakładam, że takiej nie udzieliłem), lub z tego tytułu, że przeniosłem na niego moje majątkowe prawa autorskie. Nie podejrzewam, żeby serwis plagiat.pl uzyskał licencje od absolwentów uczelni. Przedstawiciel serwisu twierdzi, że porównywanie prac odbywa się za zgodą uczelni, a prace znajdują się, jak wcześniej wspomniałem w bazie tworzonej i utrzymywanej przez uczelnię. I co z tego? Uczelni nie przysługują co do zasady żadne, podkreślam, żadne majątkowe prawa autorskie do mojej pracy dyplomowej. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi wyraźnie: „Twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu”, chyba że ustawa stanowi inaczej (art. 17). A co ustawa stanowi inaczej w relacjach praca dyplomowa – student – uczelnia, otóż: „Uczelni […] przysługuje pierwszeństwo w opublikowaniu pracy dyplomowej studenta. Jeżeli uczelnia nie opublikowała pracy dyplomowej w ciągu 6 miesięcy od jej obrony, student, który ją przygotował, może ją opublikować, chyba że praca dyplomowa jest częścią utworu zbiorowego” (art. 15a). Co wyraźnie stanowią przepisy, uczelni nie przysługują żadne majątkowe prawa autorskie do mojej pracy dyplomowej. Przysługuje jej wyłącznie prawo do pierwszej publikacji w terminie 6 miesięcy od daty obrony. A wracając do twierdzeń przedstawiciela Plagiat.pl… Serwis nie może korzystać z prac dyplomowych znajdujących się w uczelnianej bazie danych, bowiem uczelnia takiego prawa na Serwis przenieść, zgodnie z zasadą nemo plus iuris ad alium transferre potest quam ipse habet, przenieść nie mogła. Gdyby serwis chciał podnosić, że wszystkiemu winne są uczelnie, które udostępniają prace nie mając do tego prawa, cytuję przepis ustawy o ochronie praw autorskich…: „Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa…” (art. 79) i tu następuje litania roszczeń… Znamienne są słowa „od osoby, która naruszyła prawa”. Kto narusza moje prawa jako autora, serwis czy uczelnia? Z mojego punktu widzenia oba podmioty.

 

I twoje utwory w Internecie też

 

Idźmy dalej, zostawiając temat prac dyplomowych, zaznaczając, że to co piszę oparte jest wyłącznie o prezentację z konferencji. Serwis podobno analizuje teksty znajdujące się w bazie danych zwanej Internetem. Posłużę się tutaj przykładem tego bloga. Jeżeli ktoś zadał sobie trud przeczytania zastrzeżeń prawnych, wie, że większość tekstów zamieszczonych na blogu stanowi przedmiot majątkowych praw autorskich – moich, Krzysztofa, czy Tomka. Jeżeli ktoś nie czytał zastrzeżeń i nie wie o tym drobnym fakcie, cóż – nieznajomość prawa szkodzi. „Prawo autorskie przysługuje twórcy, o ile ustawa nie stanowi inaczej” (art. 8, ust. 1) . Twórcą tego tekstu, gdyby ktoś miał wątpliwości, jest jego autor, czyli ja. Czy nieznajomością prawa, czy celowym ignorowaniem praw przysługujących twórcom kierowali się twórcy serwisu plagiat.pl, nie wiem. Nie mogę jednak przejść obojętne obok faktu bezprawnego wykorzystywania moich utworów przez osoby trzecie. Dozwolony użytek to to na pewno nie jest. Ktoś powie, że Google robi to samo. No właśnie robi i… i łamie prawo. Dlaczego? Odpowiedź chociażby tutaj. Chociaż mój kolega z bloga – Krzysztof, podnosi domniemanie udzielenia licencji niewyłącznej… Mam nadzieję, że poczuje się wywołany do tablicy i tę sprawę wyjaśni. Ponadto na wzmiankowanej prezentacji była mowa o jakiejś wewnętrznej bazie danych. Nie do końca jednak zrozumiałem, co w owej wewnętrznej, prowadzonej przez serwis bazie ma się znajdować. Bo jeśli na przykład moja praca magisterska, to uwagi powyższe i tu są aktualne.

 

 

Co by tu jeszcze…?

 

Gdyby serwis stanął na stanowisku, że tak na prawdę to nie narusza moich wyłącznych praw do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu a jedynie dokonuje opracowania mojego utworu, to odsyłam do art. 2 ustawy, do której już wielokrotnie się odwoływałem. Opracowań można dokonywać, owszem, stanowią one przedmiot odrębnych praw autorskich, jednak jeżeli ktoś ma zamiar rozporządzać tym opracowaniem, niech mnie najpierw poprosi o zgodę. Jeśli takiej zgody nie wyrażę, narusza moje prawa.

 

Na koniec – dane osobowe

 

Nie zapominajmy o danych osobowych. Czy Plagiat.pl prowadzi zbiór danych osobowych autorów prac dyplomowych: ich nazwisk, nazw uczelni, kierunków studiów które kończyli? Przecież musi wskazać zamawiającemu usługę fragment czyjego tekstu został przez domniemanego plagiatora wykorzystany w pracy dyplomowej. W przeciwnym razie taka usługa pozbawiona byłaby sensu. Jeżeli prowadzi, to czy zgłosił ten zbiór do GIODO? Czy moje dane również w tej bazie figurują. Nie znam nikogo, kto wyrażał zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Plagiat.pl sp. z o.o. a nie ukrywam, przez ostatnie dwa dni pytałem wiele osób. Może miałem pecha. Może akurat dane tych osób w bazie się nie znalazły. Na marginesie dodam. że zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o ochronie danych osobowych z obowiązku dokonania zgłoszenia zbioru danych osobowych zwolnieni są administratorzy przetwarzający dane w związku z „przygotowaniem rozprawy wymaganej do uzyskania dyplomu ukończenia szkoły wyższej lub stopnia naukowego„. Z takiego zwolnienia na pewno nie korzysta Plagiat.pl. Ponadto zwolnienia wyszczególnione w art. 43 ustawy stanowią katalog zamknięty i nie widzę takiego zapisu, który umozliwiłaby nie dokonanie rejestracji.

 

Na koniec – po co to wszystko?

 

Pisząc ten tekst, zacząłem się zastanawiać po co ten cały system weryfikacji prac dyplomowych. Promotorzy traktujący swoją pracę poważnie z łatwością próby plagiatowania wychwycą. A jeśli argumentem jest, że za dużo mają magistrantów, wtedy należy się zastanowić, po co jest ich tylu. Ale to już uwagi na temat zasad funkcjonowania systemu szkolnictwa wyższego.